Pierwsza lekcja angielskiego w podstawówce – zaplanuj ją tak, żeby uczniowie (i Ty!) chcieli wracać na angielski

Pierwsza lekcja angielskiego w podstawówce – zaplanuj ją tak, żeby uczniowie (i Ty!) chcieli wracać na angielski

Jeśli pocisz się na myśl o pierwszej lekcji z dzieciaczkami z podstawówki, zacznijmy od najważniejszego: nie próbuj robić idealnej pierwszej lekcji. Ty tam rządzisz, a więc jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Dlatego nie żałuj czasu na ustalenia, do których będziesz potem (niestety często) wracać. Czasami ta „pierwsza lekcja” będzie trwała 45 minut, a innym razem 2 x 45 minut, a zdarzają się i takie grupy, że na każdej lekcji będziesz musiała przypominać o zasadach pracy na angielskim #BeenThere #DoneThat…

Przy pierwszej lekcji z nową grupą dzieci z klas 1–4 nie proponowałabym robić od razu „normalnej lekcji angielskiego”. Najważniejsze jest, żeby dzieci: poczuły się bezpiecznie, poznały Cię i Twoje zasady, zagrały w jakąś grę językową i wyszły z klasy z poczuciem: „Ale było fajnie!”


Ja oczywiście opowiem, jak to wygląda w mojej klasie, a Ty wybierz sobie to, co Ci się podoba – co Tobie pasuje najbardziej i odpowiada Twojemu stylowi nauczania. Jak mantrę powtarzam na moich szkoleniach, w szczególności „Let’s play grammar KIDS, że zachęcam Cię do ciągłego zastanawiania się, jak to można zrobić lepiej lub inaczej niż jakaś tam Pani z klasą.

Najbliższe 8-godzinne szkolenie „Let’s play grammar KIDS (online, nienagrywane – zależy mi na komforcie uczestników) zaplanowane jest na 19 i 20 września. Chcesz podejrzeć, jak pracuję dziećmi z klas 1-3, zadać mi dowolne pytanie albo po prostu zainspirować się na kolejny rok szkolny? Śmiało rezerwuj miejsce w pierwszej (lub ostatniej) wirtualnej ławce.

Dekoracje w klasie przed pierwszą lekcją angielskiego w podstawówce

Jedni już ostrzą nożyczki, a inni pocą się na samą myśl o dekorowaniu sal lekcyjnych i korytarzy. Mnie sprawia to dużo frajdy, choć przyznam, że nauczyłam się już ogarniać dekoracje w trakcie lekcji – nie zostaję po zajęciach i nie tracę też czasu na okienkach. Jednak na początku roku szkolnego trzeba to załatwić w ramach tych mitycznych 40 godzin, a dalej niech dekoracja sobie wisi cały wrzesień…

Ja jestem w ticzerkowym teamie #RRR (reduce-reuse-recycle) i bez skrępowania korzystam z ulubionych rozwiązań co rok. Oczywiście, zawsze coś tam modyfikuję, zawsze coś tam zmieniam i ulepszam, ale bazę materiałów do dekoracji już mam (zapakowane w torebki z IKEA leżą w sali i czekają na wrzesień). 

Raz wieszam postery „Dlaczego warto uczyć się języków obcych”, a innym razem „Language Classroom (plakaty)” lub „Classroom Rules (plakaty)”. Najpierw wieszam je na gazetkach szkolnych, a potem można przyczepić na tablicy magnesami i zmieniać co jakiś czas – żeby Twoi najmłodsi uczniowie się opatrzyli i podświadomie „naumieli”.

Wykorzystaj wakacyjne wspomnienia uczniów na pierwszej lekcji angielskiego

Wykorzystaj wakacyjne wspomnienia uczniów na pierwszej lekcji angielskiego 

Staram się rozpocząć pierwsze zajęcia od rozmowy lub gry na temat wakacji – przeznaczam dosłownie kilka(naście) minut na dowolną grę o tematyce letniej. Tu z całego serca polecam np. „Summer Reflections – One Step Forward” lub „Have You Ever Summer” – to materiały niby dla dorosłych, ale ja wykorzystuję je po polsku z moimi maluszkami z klas 1-3 SP. Nie chcę zaczynać lekcji od nakazów, zakazów i rozkazów… 

Oczywiście też się chwalę kilkoma oserduszkowanymi zdjęciami z mojego telefonu. To taki pierwszy mały krok w budowaniu dobrych relacji – a te są najważniejsze w szkole. Często powtarzam to też na moim kultowym szkoleniu „Let’s play grammar KIDS, że jeśli Cię polubią, to nauczą się dla Ciebie nawet Past Perfect Continuous. 😜 Oczywiście pamiętaj też, że nie jesteś zupą pomidorową…

Psze paani, czy to jest na ocenę i inne pytania na pierwszej lekcji angielskiego

„Psze paani, czy to jest na ocenę?” i inne pytania na pierwszej lekcji angielskiego 

Jeśli jesteś ze mną dłużej, to wiesz, że jestem w teamie, który raczej nie robi sprawdzianów i nie korzysta na co dzień z kserówek (#CoffeeTeaching). Na pierwszej lekcji informuję moje małolatki, że proponuję, aby zamiast kartkówek i sprawdzianów organizować mini projekty edukacyjne – więcej znajdziesz we wpisie blogowym „Co zamiast sprawdzianu w klasach 1-3?”

Uczniowie otrzymują informacje o Złotym Graalu edukacji, czyli voucherach motywacyjnych, które będą pojawiały się w nagrodę raz za udział w konkursie, a innym razem za wygraną w grze. Tu dodam, że w klasie 3 SP gdzieś tam zaczną pojawiać się tak zwane POP-QUIZY, aby przyzwyczajać maluchy do wymagań w starszych klasach. Wierzę, że ten początek przygody z edukacją można wykorzystać do zabawy, do nauki w sposób naturalny – nie trzeba sadzać dzieciorków w szkolnych ławkach i oceniać metodą czerwonego długopisu.

A jeśli chodzi o oceny, to będą dostawać te A-E (tu dodaję, że moje ulubione oceny to E), będą też się pojawiać NB (nieobecność) i NP (nieprzygotowanie) tak, aby ich opiekunowie wiedzieli, że coś jest ewentualnie do zaliczenia czy nadrobienia. Ale – to ważna zasada – niech nie liczą, że to ja będę za nimi ganiać po szkole (tzn. pewnie i tak będę, ale nie muszą o tym wiedzieć). Muszą się uczyć samodzielności i odpowiedzialności już od pierwszej lekcji.

W mojej klasie panują moje zasady – pierwsza lekcja w szkole podstawowej

W mojej klasie panują moje zasady – pierwsza lekcja w szkole podstawowej

Przedstawiam Ci dosłownie kilka moich ulubionych zasad, a dzielę się nimi z Tobą w kolejności losowej.  Skorzystaj z tych, które przemawiają do Ciebie najbardziej i które są zgodne z Twoim vibem:

1. IN ENGLISH, PLEASE – na zajęciach mówimy tylko po angielsku, albo wcale. 😁 To moja ulubiona zasada. Wiem że początek jest stresujący, wiem, że poprzeczka jest wysoko… ale to się po prostu długoterminowo opłaca „językowo”. A te wszystkie lamenty i dramaty (będą trwały do 2 miesięcy) po prostu trzeba przetrwać…

2. LAMA IN THE TOILET – proszę moich przyszłych zorganizowanych dokucznikówm klasowych, aby nie przerywali mi lekcji, żeby poinformować, mnie, że idą na dwójkę… (tak, takie problemy mają nauczyciele w klasach 1-3 🤷‍♀️). Już na pierwszej lekcji ustalamy sygnał – u mnie to jest zrobienie z palców tak zwanej lamy, oczekiwanie na kontakt wzrokowy i po moim kiwnięciu głową, można iść do toalety. 

Dlaczego „lama in the toilet”? Ano włączam im piosenka Llama In My Living Room (AronChupa, Little Sis Nora) – i śpiewamy „lama in my toilet”. Oczywiście sygnał ten dotyczy tylko załatwienia swoich potrzeb fizjologicznych. Gdy ktoś się źle czuje, to ma natychmiast przerwać lekcje… Maluchy mogą mi też przerwać lekcje, gdy coś się wali, pali lub Ryan Gosling wejdzie do sali. 😻

3. ZAKAZ OBOJĘTNOŚCI – w mojej klasie panuje zakaz obojętności, który obowiązuje 24h, 7 dni w tygodniu. Już od pierwszej lekcji przypominam, że uczniowie muszą uczyć się współpracy i komunikacji. Dlatego, zanim zapytają mnie, jaka jest strona czy kod do Blooketa, najpierw muszą zapytać koleżankę czy kolegę z ławki. Zachęcam też moje maluchy do siadania z psiapsiami w grupach 4 lub 5-osobowych (tu już wiesz, że ławki łączę ze sobą) tak, aby – dobra napiszę to – nie zawracali mi głowy dżiliardem (nieprzemyślanych) pytań… tylko pozwolili mi prowadzić lekcje. I koncentrować się na tym, co naprawdę ważne (raz to będzie uczeń ze SPE, a innym razem jeszcze ciepła kawusia).

4. PORANEK BEZ KAWUSI – informuję moich uczniów, że zdarzają się dni, kiedy wstaniemy lewą nogą, albo po prostu zapomnimy wypić kawusi… i nic nam się nie będzie chciało. No i to jest normalne (tzn. normalne od czasu do czasu). Ale zawsze trzeba przyjść i poinformować, że akurat dzisiaj potrzebuję tej „lazy lesson”. 

W trakcie roku szkolnego jak widzę naburmuszonego ucznia, to często rzucam hasło „co kawusi dziś nie było?” i jak mi taki maluch odpowiada, że nie było, to wiem, że powinnam dziś odpuścić… tego samego wymagam od nich, gdy ja zapomnę mojego różowego termosika z kawą… tzn. wymagam zrozumienia.

5. WIN-WIN  – najważniejsza zasada panująca na moich lekcjach. Traktujemy się z wzajemnością, musimy robić tak, aby na lekcjach obydwie strony wygrały i były zadowolone – czyli na lekcjach trochę będzie pisania, czytania, oceniania (maluchy myślą, że to moje „win”, hehe), i trochę gier, zabaw czy tabletów (to ich „win”, o którym ja staram się pamiętać). 

6. PRAWA I OBOWIĄZKI – tu kręcę pierwszą dramę. Czyli mówię, że uczniowie często chętnie żonglują swoimi prawami… ale zapominają o tym, kto w szkole ma też obowiązki. Jedne i drugie są ważne. Przypominam, że najważniejsze prawo to prawo do (spokojnej) nauki – dla każdego i każdy jest tak samo ważny w klasie. I nie zawaham się kręcić kolejnej dramy, gdy ktoś to prawo będzie naruszał.

7. AM AM I PIĆKU – tu proszę, aby uczniowie nie jedli w klasie (od tego są przerwy), a jeśli zdarzy się taka potrzeba (np. maluch utknie na przerwie w bibliotece czy w szatni po wuefie) to ma mi to zgłosić – dam wtedy takiej osobie przestrzeń na jedzenie. Ale chcę, aby to było ustalone, żebym nie musiała oglądać (wcale nie) dyskretnego jedzenia chipsów z plecaka… 

Jeśli chodzi o picie, to moje maluchy mogą sobie pić, kiedy chcą (najlepiej wodę, bo jest zdrowa!). Jest mi wsio i nie muszą mnie o tym nie informować. Ważne, żeby nie organizowali imprezy jedzeniowej na mojej lekcji no, chyba że będą mieli serniczek i mnie zaproszą. Serniczka nie odmawiam nigdy…

8. SAMODZIELNOŚĆ – moje dzieciorki muszą uczyć się samodzielności już od pierwszej lekcji, bo wszystko będą musieli załatwiać ze mną sami. Informuję maluchy, że mami czy dadi raczej nie załatwią nic za nich, bo nawet jak napiszą, to odpiszę im, że zapraszam bejbika, aby samodzielnie załatwił sprawę na lekcji… Kiedyś mi za to podziękują – zarówno oni, jak i ich rodzice. 

9. SAFETY FIRST – szczególną uwagę poświęcam zagadnieniom bezpieczeństwa w klasie i zawsze to wpisuję do dziennika lekcyjnego na pierwszej lekcji („Zapoznanie z zasadami bezpieczeństwa i higieny pracy w szkole oraz z zasadami obowiązującymi na lekcjach języka angielskiego”).


Tu zawsze podkreślam, że te zasady dotyczą lekcji języka angielskiego. Inne szkolne pańcie mogą mieć własne zasady i też muszą je z nimi ustalić. Tak samo, jak w dorosłym życiu – w jednej firmie jest tak, a w innej siak. W jednej firmie będzie home office, a w drugiej będziecie codziennie rano sprawdzać e-dziennik albo naprawiać ksero. W jednej firmie będą owocowe czwartki, a w drugiej w te same czwartki będą rady pedagogiczne i zebrania…

Mindfulness na lekcjach angielskiego w podstawówce – spokojny start zajęć

Coś, co kiedyś nazywałam innowacją, a dziś jest absolutnym „bare minimum” moich lekcji języka angielskiego… Stosowanie technik mindfulnessowych na każdej lekcji, z wszystkimi grupami, zawsze i wszędzie – to mój ulubiony fragment lekcji, który koi moje poszarpane nerwy. Więcej o mindfulnessie przeczytasz w moim wpisie blogowym „Cichsze lekcje”.

Wszystkie techniki, które stosuje od wielu lat w klasie, znajdziesz też w moim e-booku „Jak odzyskać uwagę uczniów (i spokój na lekcji)?” (tu możesz pobrać sample). Dlaczego wspominam o tym na pierwszej lekcji – ano skoro będziemy to robili na każdych zajęciach, to chcę, aby moje maluchy wiedziały, po co to robimy, gdyż efekty nie są natychmiastowe. Muszą mi zaufać, że to im pomoże… za jakiś dłuższy czas.

Zawsze też zaczynamy od jakiejś przyjemnej aktywności mindfulnessowej z leżeniem na macie… coś wow, aby chcieli więcej i żeby błagali o kolejne relaksujące ćwiczenie… 🧘

Gry intro na pierwszej lekcji w szkole podstawowej – jak przełamać lody?

Najbardziej lubię na angielskim przeglądać TikToki… Ha! Żartuję (albo i nie)… ale sprawdzam tu Twoją uważność. Oczywiście, że najbardziej na angielskim lubię grać w gry – a na pierwszych lekcjach zawsze sprawdza się:

  1. „Grammar Convo Questions (kids)”, które wałkuję z klasami 1, 2, 3, 4 i wyżej. Wszyscy są zawsze zadowoleni! 
  2. „All about me! Icebreaker (kids, teens & adults)”, które tutaj proponuję do przełamywania lodów z najmłodszymi bombelkami, ale te pytanka sprawdzą się też w starszych klasach (a nawet z dorosłymi grupami).
  3. „Bold Word Swap: All about me (kids)”, czyli super pomysł, żeby poznać klasy 2, 3, 4+ lepiej. Albo odwrócić role i pozwolić maluchom zadać kilka pytań swojej pańci. 

No i oczywiście przerywnikiem wszystkich lekcji jest zawsze „Move if it is you (kids)” (klasy 1,2,3, 4+). To wszystko możesz teraz kupić 20% taniej w pakiecie The best of BACK TO SCHOOL (kids). How cool is that? 

💡 ProTip ode mnie: wszystkie gry trzymam w plastikowym pudełku z przykrywką, które zmienia ze mną sale i które przygotowuję na cały tydzień nauki. Pakuję tam moje ulubione evergreenowe gry i gadżety, które mogę wykorzystać zawsze i wszędzie. Czasami wyciągam przed maluchami te gry i pokazuję im, jak może wyglądać lekcja, kiedy pozwolą mi (swoim zachowaniem) przygotowywać zajęcia pełne gier i zabaw.

TIK, czyli technologia w klasie i na pierwszej lekcji angielskiego w podstawówce

Na zajęciach korzystamy z tabletów, ale wiele lekcji musi upłynąć i wiele nerwów muszę nadszarpnąć, aby nauczyć ich mądrej obsługi i wykorzystania tych narzędzi. (Btw. nauczyciele powinni mieć płacone „szkodliwe” za uszczerbek na zdrowiu psychicznym po zajęciach w sali informatycznej). Ja jestem w teamie, który chce dzieciorki uczyć tego, jak fajnie wykorzystywać tablety i telefony do edukacji i uczyć higieny cyfrowej. Wierzę, że jeśli ich tego nie nauczymy, to będą potem ginąć w czeluściach pomarańczowo-czarnych i niebieskich platform…

Opowiadam więc o win-win (jeszcze raz!) – pokazuje maluchom, gdzie trzymamy tablety i jak o nie dbać… Mówię, że w klasie będzie wyłoniony haker, który będzie pomagał innym czy to znaleźć kod do Blooketa czy podłączyć sprzęt. Przypominam też, że na lekcjach jest zawsze trochę książek, trochę gier i trochę tabletów… bo każdy uczy się inaczej. Tablety są na końcu, bo ich przebodźcowują. Ale są też w nagrodę (ich „win”) za fajną pracę na lekcji.

Co warto przekazać w mailu do rodziców po pierwszej lekcji angielskiego

Co warto przekazać w mailu do rodziców po pierwszej lekcji angielskiego?

Jeśli systematycznie czytasz moje newslettery PZK 🔵, to wiesz, że zawsze po takiej lekcji organizacyjnej piszę maila do rodziców moich uczniów. W tym mailu się przedstawiam, wspominam o zasadach dotyczących naszej miłej (mam nadzieję!) współpracy (np. mam 3 dni na odpisanie, ale staram się odpisywać na bieżąco) oraz informuję o sposobie nadrabiania zaległości (potem ich odsyłam do tego maila). 

Wspominam też o dobrych praktykach dotyczących naszej miłej współpracy i kolejności kontaktu w razie potrzeby załatwienia jakieś sprawy (żeby nie latali do moich psiapsi z pracy z pytaniami dotyczącymi moich lekcji). Tu mam dla Ciebie prezenty – wzór takiego maila oraz link do zapisu na mój newsletter PZK 🔵– w każdy wtorek dostaniesz ticzerkowego ProTipa, podobnego do tych z tego wpisu blogowego.

Czego nie robię na pierwszej lekcji angielskiego w szkole podstawowej

Czego nie robię na pierwszej lekcji angielskiego w szkole podstawowej?


Nie udowadniam dzieciom (ani sobie!) na pierwszej lekcji, że jestem „fajną” i „wyluzowaną” nauczycielką. Być może nie wypada, ale w sumie to mój wpis blogowy, na mojej stronie więc sobie pozwolę – ja jestem w teamie, który ma „bitch face” na pierwszych lekcjach. Zdejmuję tę maskę dopiero po kilku tygodniach. Zależy mi, aby moi uczniowie wiedzieli, że ze mną zarówno do tańca, jak i różańca.

Nie przygotowuję też żadnych prezentacji, kserówek (no, chyba że „Summer & Camping Doodle Worksheets” dam chętnym  w prezencie na koniec lekcji), placement testów, nie zmuszam do mówienia ani po polsku, ani po angielsku i nie wymyślam miliona aktywności tylko dlatego, że „moja pierwsza lekcja musi być wow!”… Mam cały rok szkolny na to, aby moi uczniowie pokochali angielski.

Po latach spędzonych na tyrce zwanej szkołą publiczną wiem, że pierwsza lekcja nie jest najważniejszą lekcją w roku – ale jest tą lekcją, która ustawia bardzo wiele kolejnych…

P.S. Ten wpis dedykuję Klarze i Oli – Klubowiczkom PZK 💙, które w tym roku rozpoczynają swoją przygodę w edukacji publicznej. (Tu na nasze klubowe usprawiedliwienie dodam, że zrobiłyśmy, co mogłyśmy, aby je zniechęcić, poległyśmy – dziewczyny podejmowały decyzje o pracy w systemie sercem – i wiecie co… właśnie takich nauczycieli trzeba polskiej edukacji). Cały Klub PZK mocno trzyma za Was kciuki, możecie na nas liczyć – obyśmy spotykały się na Masterminadach i Meet&Teach, a nie na Fuck’up Nights, bo takie też zaplanowane są w klubie PZK w nadchodzącym roku. 

Podsumowując: niech to będzie dla nas wszystkich dobry rok z hasłem przewodnim „więcej brokatu, mniej dramatu”. ✨

Podoba Ci się ten artykuł?

 

Zajrzyj też do wpisu blogowego „back to school” i wykorzystaj we wrześniu inspiracje, którymi się w nim podzieliłam.

FOLLOW ME!

Autorka:
Agnieszka Iwanicka
Pani z Klasą

Sprawiam, że chce się uczyć i nauczycielom i uczniom.

Proponując innowacyjne i kreatywne materiały edukacyjne, pomagam uatrakcyjniać i ożywiać zajęcia językowe. Tworzę gry językowe, w które sama chciałabym grać i uczę tak, jak sama chciałabym być uczona.

Szukasz źródła praktycznej wiedzy i inspiracji Ticzerkowych?

Dołącz do subskrybentek newslettera „Pomysły z klasą”! Co tydzień znajdziesz w nim świeże pomysły i materiały, które od razu wykorzystasz na zajęciach językowych. Gotowa na dawkę kreatywności? Zapisz się już teraz!

Powiązane posty

więcej
Dbaj o siebie – dlaczego well-being nauczyciela powinien być priorytetem?

Dbaj o siebie – dlaczego well-being nauczyciela powinien być priorytetem?

Well-being nauczyciela? Kto się w ogóle zajmuje takimi tematami? Przecież pod każdą internetową publikacją na temat wyzwań i trudności w pracy nauczycieli możemy się naczytać komentarzy o tym, jak to nauczyciel nic nie robi, ma za dużo wolnego i jeszcze nie nadąża za wyzwaniami nowoczesności. 🤡

Ja już nie wchodzę w te dyskusje (zawsze zachęcam do dołączenia do naszego pedagogicznego grona, skoro nam tak dobrze), ja chcę nauczycieli doceniać (mam nadzieję, że to widać 🫣). Chcę ich wspierać, bo wiem, że szczęśliwy nauczyciel, to szczęśliwy uczeń. Dlatego każdy mój newsletter (zapisz się, żeby to sprawdzić 🔵) kończę zdaniem: „Dbaj o siebie!” I nie są to puste słowa. 

Dzisiaj pokażę Ci, jak powinnaś dbać o siebie na co dzień i od święta, i nie tylko po to, żeby mieć energię do pracy i zapał do dalszego działania w zawodzie nauczyciela. Po prostu powinnaś dbać najpierw o siebie, a reszta przyjdzie Ci wtedy jakoś łatwej.

 

💅 Dbaj o siebie – wypalenie zawodowe a well-being nauczyciela 

💅 Dbaj o siebie – well-being nauczyciela i rozwój zawodowy

💅 Dbaj o siebie – nie ma well-beingu bez dbania o zdrowie

💅 Dbaj o siebie – codzienne rytuały, które wspierają Twój well-being

💅 Dbaj o siebie – koło życia, mapowanie marzeń i list do siebie

💅 Dbaj o siebie – well-beingowy Retreat Klubu PZK

Lekcje angielskiego na dworze – zabawy ruchowe

Dbaj o siebie – wypalenie zawodowe a well-being nauczyciela

Zaczynam z grubej rury, a to dlatego, że anglistki (i angliści) w Polsce pracują za dwie, albo nawet trzy osoby. Kawałek etatu w jednej szkole, szybki przejazd do drugiej, wieczorem zajęcia prywatne, a w międzyczasie oczywiście myślą jeszcze o swoich bliskich, prowadzą dom i… przygotowują się do lekcji oraz sprawdzają testy. Gdzie tu czas na dbanie o dobrostan?

W polskich szkołach rzadko pojawiają się oferty szkoleń z well-beingu dla nauczycieli i zastanawiam się, czy też miałaś (wątpliwą) przyjemność brać udział w tych szkoleniach z „dobrostanu nauczyciela”? Yyy no wiesz… Chodzi o te obowiązkowe szkolenia organizowane podczas rad pedagogicznych, podczas których musisz podpisać listę – po całym dniu pracy w szkole, na malutkich krzesełkach, bez kawy i ciastek. A do tego z trenerem, który nigdy nauczycielem nie był i jeszcze zarzuca Cię nowymi terminami do nauki na pamięć – zamiast po prostu wysłać nas (w ramach dobrostanowej pracy domowej) na kawę z przyjaciółką czy puścić wcześniej ze szkolenia, ale tylko po to, aby nałożyć maseczkę na twarz… 

#BeenThere #DoneThat nie raz przewracałam oczami i ziewałam właśnie na takim „szkoleniu”. F-word. 

Co w takim razie możemy robić, żeby dbać o siebie? O well-being nauczycielki? Pierwszym krokiem będzie moim zdaniem ćwiczenie jednej ważnej umiejętności – asertywności. Jak może to wyglądać w praktyce?

  • Ćwicz umiejętność odmawiania – ustal listę swoich priorytetów na dany miesiąc czy kwartał i… odmawiaj każdemu, kto próbuje Cię zaangażować (lub po prostu wykorzystać Twoją bezinteresowną chęć pomocy) do swoich projektów, pomysłów czy planów.

  • Ćwicz umiejętność ograniczania swoich zadań – to może być trudniejsze niż punkt pierwszy, bo w tym przypadku negocjujesz… sama ze sobą. Ale bądź twarda! Masz pół godzinki wolnego? Zamiast laminować i wycinać, wyjdź na krótki spacerek. Masz 15 minut przerwy? Zamiast odkopywać ten ciekawy artykuł, co to wpadł Ci ostatnio w oko, załóż słuchawki na uszy i spędź 5 minut z muzyką relaksacyjną albo ASMR (jeśli takie dźwięki Cię relaksują).  

  • Ćwicz metodę „zdartej płyty” –  jeśli trafisz w pracy na trudnych przeciwników, powtarzaj (nawet 5-10 razy) na spokojnie swoje stanowisko, nie wdając się w zbędne dyskusje ani tłumaczenia. To na początku trudne, ale dobrze wiesz, że ćwiczenie czyni mistrza. 😜

  • Wprowadź zasadę 5 minut – jeśli ktoś prosi Cię o przysługę, pomoc, proponuje fantastyczną okazję biznesową lub szkoleniową, nie zgadzaj się od razu. Powiedz: „Sprawdzę swój kalendarz i dam Ci odpowiedź do godziny 15:00”. Unikniesz w ten sposób przeładowywania swoich planów, a zamiast tego, będziesz mogła na spokojnie poukładać różne sprawy, jeśli propozycja jest rzeczywiście warta rozważenia.

  • W swoim papierowym (to ważne!) kalendarzu codziennie wpisuj TOP 3 (nawet mikro) zadania, które powinnaś zrealizować, tak abyś nie miała czasu nawet pomyśleć o rozdrabnianiu się. A systematyczna realizacja tych tasków, powoli będzie Cię przybliżać do realizacji swoich celów (tu serduszko będzie rosnąć, a ty będziesz uśmiechać się do siebie).

Tak, dbanie o siebie to także umiejętność odmawiania. Umiejętność wytłumaczenia sobie, że dbanie o swój well-being to okiełznanie swojego FOMO (Fear of Missing Out) i potrzeby działania w systemie „wszystko, wszędzie, na raz”. Ćwiczenie takiego podejścia to ważny element zapobiegania wypaleniu zawodowemu.

A jesłi chcesz o tym trochę więcej poczytać, to dodam tu jeszcze, że ramach BookClub w Klubie PZK miałyśmy przyjemność zorganizować spotkanie autorskie z Martą Młyńską, która napisała książkę „Wypalona” – polecam Ci zarówno obserwowanie Marty w jej SM, jak i jej zieloną książkę, którą mimo trudnego tematu czyta się dość szybko i przyjemnie. 

Na końcu tego fragmentu polecam Ci jeszcze zerknąć na inny mój wpis blogowy „Kontakt z rodzicami w szkole – czyli jak nie dać sobie wejść na głowę”. Każdy, kto pracował w szkole państwowej, zgodzi się ze mną, że uczyć bombelki to jedno, ale współpracować z rodzicami to drugie. W powyższym wpisie podopowiadam, jak unikać szkolnych dram i afer z rodzicami, czyli profilaktycznie dbać o swój well-being. Nie będę się rozwodziła nad tym tematem, jeśli pracujesz w szkole to wiesz o czym mówię 😉

Ja zawsze powtarzam, szczególnie moim Klubowiczkom PZK, że działamy w swoim ulubionym tempie, ale jednocześnie #NaLuzie i #BezSpiny. Możesz do tego jeszcze dodać #NoHussle i masz przepis na profilaktykę wypalenia zawodowego. Trust me, naprawdę lepiej tutaj zapobiegać, niż leczyć.

Dbaj o siebie well-being nauczyciela i rozwój zawodowy

Dbaj o siebie – well-being nauczyciela i rozwój zawodowy

Czasami wypalenie zakrada się po cichu, gdy… tkwisz w jednym miejscu, w jednej metodzie nauczania, w jednym sposobie działania za długo. Dlatego warto w ramach dbania o swój nauczycielski well-being pomyśleć o tym, co cię ciekawi, co nowego w uczeniu Cię przyciąga i pomyśleć o rozwijaniu swoich umiejętności w tej specjalizacji czy dziedzinie.

Kilka lat temu wypociłam jeden z moich pierwszych wpisów blogowych „Edu Trendy w edukacji”, w którym wspominałam, że ja mam zwyczaj wyznaczania sobie trendów na każdy rok szkolny. I tak np. raz ćwiczyłam żonglowanie, innym razem projekty zamiast sprawdzianów, a jeszcze innym razem ćwiczyłam odpisywanie na maile rodziców nie natychmiast, a po 3 dniach, tak aby nie przyzwyczajać świata do tego, że jestem dostępna 24h. 

Z innej bajki – podczas spotkań w Klubie PZK nieustannie odkrywamy nowe ścieżki, którymi decydujemy się podążać w swoim ulubionym tempie. I tak wspieramy nowe klubowe ekspertki, które idą w stronę czy to neurodydaktyki, pozytywnej dyscypliny czy uważności w edukacji.

Moje Klubowiczki mają też możliwość sprawdzenia swoich „trenerskich” umiejętności w bezpiecznym klubowym zaciszu w ramach VIP meetingów.

Zauważyłaś już pewnie, że wspomniałam tutaj o moich Klubowiczkach. Dlaczego? Dlatego, że Klub PZK powstał tak naprawdę dla… mnie samej. Lubię się szkolić i uczyć nowych rzeczy, które mogę potem wykorzystać z moimi dzieciorkami w szkole. Jestem zmęczona specjalistami-teoretykami, którzy korzystają z danych z badań, przedstawiają statystyki i wykresy, ale… nie mają żadnego doświadczenia w pracy w szkole, o państwowej podstawówce nawet nie wspominając.

Dlatego tak ważne i wartościowe są dla mnie spotkania Meet&Teach czy Mastermind w Klubie PZK. Bo klubowiczki przychodzą na nie z praktycznymi, sprawdzonymi w boju rozwiązaniami, grami, apkami i stronami internetowymi. To są polecajki z instrukcją obsługi, przykładowym wykorzystaniem na lekcji i jeszcze opisem wrażeń uczniów w gratisie. Tak to ja się mogę szkolić. Od najlepszych.

Taki rozwój zawodowy polecam, bo dziewczyny z Klubu polecają też sobie nawzajem sprawdzone książki czy szkolenia, w których warto wziąć udział. Dołącz do nas, a sama szybko zobaczysz, że warto.  Rekrutacja do Klubu rusza dwa razy w roku – zawsze przed feriami i wakacjami.

Dbaj o siebie nie ma well-beingu bez dbania o zdrowie

Dbaj o siebie – nie ma well-beingu bez dbania o zdrowie

Rozwój, szkolenia i self-care są ważne. Ale najważniejsze jest dbanie o zdrowie. I nie ma tutaj dyskusji. Dlatego w kalendarzu każdej nauczycielki, która poważnie traktuje swój well-being powinny być zapisane regularne kontrole lekarskie i badania. 

Możesz tutaj skorzystać z NFZ-owskiego programu Moje Zdrowie, gdzie dokładnie sprawdzisz, jakie badania profilaktyczne powinna systematycznie przechodzić kobieta w Twoim wieku. 

Wszystkie programy profilaktyczne, z których możesz skorzystać w ramach NFZ, znajdziesz na stronie (surprise!) Programy Profilaktyczne. A informację o tym, gdzie i kiedy najszybciej uzyskasz pomoc lekarza (dane kontaktowe i lokalizację na mapie poradni i szpitali), na stronie Terminy Leczenia w portalu pacjenta.

Wiem, sporo tego NFZ-etu, na który lubimy sobie ponarzekać. Tak samo, jak na system edukacji i nauczycieli, czyż nie? 😜 Ja proponuję, zamiast narzekania, sprawdzić podlinkowane wyżej strony – może wcale nie jest z tą naszą ochroną zdrowia aż tak źle?

Tak często, jak to tylko możliwe przypominam – w pracy można Cię zastąpić każdym (tylko wydaje Ci się, że jesteś nie do zastąpienia), w domu nie da się Cię zastąpić nikim – dlatego dbaj o siebie!

Czytelniczki mojego e-booka „Jak odzyskać uwagę uczniów (i spokój lekcjach)?” piszą do mnie, że ich ulubionym fragmentem jest ten: „Kiedy dużo za dużo pracujesz, mało śpisz, jesz nie dość, że niezdrowo to jeszcze w biegu, nie licz, że magiczny krem ze śluzu z dupy koreańskiego ślimaka uratuje sytuację. 🐌 Sorry, ale nie uratuje. Tak samo żadna tabletka ashwagandhy nie zadziała, kiedy żyjesz w permanentnym stresie i nic z tym nie próbujesz robić. Been there, done that”. 

A wracając do mojego „Dbaj o siebie”, w moim newsletterze też regularnie przypominam o badaniach kontrolnych, więc jeśli potrzebujesz takiej przypominajki, dołącz do Ticzerek, które go subskrybują 🔵.

Dbaj o siebie codzienne rytuały, które wspierają twój well-being

Dbaj o siebie – codzienne rytuały, które wspierają Twój well-being 

Nie chcę kończyć tego wpisu w super poważnym tonie, więc po zdrowiu wracam do self-care. Chcę Ci pokazać drobne, codzienne zwyczaje, które pomogą Ci zadbać o nauczycielski well-being. Nie skreślaj wszystkich od razu – nawet jeśli wydadzą Ci się magicznym mumbo-jumbo. 😜 Spróbuj choć 2-3 razy i zobacz, co się stanie. Może akurat znajdziesz swój codzienny rytualik, który pozwoli Ci się wyciszyć i „osadzić” w zabieganej codzienności.

  • Spotkania z ludźmisamotność to epidemia naszych czasów, a problem dotyczy osób starszych, młodzieży, młodych dorosłych, no praktycznie wszystkich. Brak kontaktów z innymi osobami – rozmowy o codziennych popierdółkach, wymiany poglądów, obierania i przekazywania sygnałów przez język ciała może nawet prowadzić do stanów depresyjnych. A także do zaniku empatii, o którą na pewno warto dbać u siebie i u naszych uczniów. Zadzwoń do mamy, umów się z psiapsi na kawę, albo wyjdź z laptopem popracować w bibliotece czy kawiarni, szczególnie jeśli sporo pracujesz online. 

  • Aktywność fizyczna – chyba Cię tutaj nie zaskoczyłam, prawda? Well-being to ruch, ruch to well-being. Siłownia, bieganie, pilates, pływanie, cokolwiek, co lubisz. Jeśli jesteś urodzonym kanapowcem (kanapowczynią?), zastanów się nad coraz popularniejszym zaleceniem zdrowotnym, czyli „sitting is the new smoking”. I zacznij zwiększanie aktywności fizycznej od ograniczenia siedzenia. Na zajęciach możesz chodzić po klasie, w domu możesz co półgodziny wstać, żeby powspinać się przez chwilę na palce lub zrobić 3 przysiady. Nie wierzysz w taki ruch? Sprawdź książkę „The Miracle Pill” o cudownych właściwościach… spacerów. 

  • 5-10-15 minut dla siebie – no wiesz, jak w tej reklamie Rossmana „A ile trwa Twoje 15 minut?”. Nieważne, czy nałożysz maseczkę i napijesz się ulubionej herbatki, czy zapiszesz kilka stron w pamiętniku, czy posłuchasz prowadzonej medytacji albo nagrania jogi nidry (tak, 15 minut wystarczy), koniecznie wpisz ten czas w kalendarz. I strzeż tego czasu like your life depends on it. Because it does!

  • Wylogowanie się do życia – czyli przejście do offlajnu. Nie wiem, czy już o tym słyszałaś, ale podobno przejście offline to najnowszy luksus. Może nadszedł ten czas, może to jest ten moment i znak, żeby wreszcie wyłączyć powiadomienia w telefonie czy usunąć niektóre social media i wylogować się do życia?

  • Moja psiapsi kiedyś mi wspomniała, że jej terapeuta zalecił jej codzienne balsamowanie ciała – ona nie rozumiała wówczas, o co kaman, a ja patrząc z oddali na jej sytuację, doskonale wiedziałam, że to pomysł 10/10 – czas tylko dla siebie, dbanie o siebie, zdrowy nawyk. Zaczęłam więc wcierkowywać moje włoski i wklepywać krem w moje zmarszczki, które oczywiście powstają od uśmiechania się. O cellulit dbać nie muszę, bo wmówiłam sobie, że go nie mam. 😁 Mózg łyka wszystko, więc mów sobie i o sobie dobrze.

  • Journaling, codzienne strony, pamiętnikowanie – od razu się przyznam, to ten rodzaj #SelfCare, którego jeszcze nie próbowałam. Ale wiem, że ręczne pisanie jest ważne, bo… pozytywnie wpływa na nasze zdrowie! I kid you not, są na to badania. Możesz kupić sobie najzwyklejszy zeszyt (ha, ha, wiem, masz całą szafę zeszytów i notesów) i zacząć w nim zapisywać „morning pages” lub „evening pages” (zależy, kiedy znajdziesz 10-15 minut dla siebie). Albo spróbuj odpowiadać na pytania w Dzienniku Wieloletnim – tutaj dodatkowym bonusem jest obserwowanie tego, jak się zmieniasz, w ciągu 5 lat (moim zdaniem jest to też super prezent dla wychowawcy na początek 4 klasy).

Aha! Tu jeszcze wspomnę, że w Klubie PZK czytałyśmy i omawiałyśmy książkę „Atomowe nawyki” Jamesa Foya (od siebie dodam, że to jedna z moich ulubionych książek ever) – żałuj, że nie mogłaś być na tym BookClubie – posłuchać o zdrowych i fajnych nawykach innych Klubowiczek – złoto.

Czy mogłabym tu jeszcze wypisywać więcej podpunktów? Jak najbardziej. Ale tym razem chcę oddać głos Tobie, Ticzerko, która dba o swój dobrostan. Nauczycielce, która wie, że jej well-being to lepsze relacje z uczniami, większa odporność na dramy w pokoju nauczycielskim, no po prostu (choć trochę) łatwiejsze życie. Wskakuj do komentarzy i daj znać innym czytelniczkom tego tekstu, jak Ty dbasz o siebie i jakie (niekoniecznie atomowe) nawyki Cię w tym wspierają.

Dbaj o siebie – koło życia, mapowanie marzeń i list do siebie

Od 3 lat Klub Pani z klasą regularnie mapuje swoje plany i marzenia, wcześniej odrabiając lekcje i podsumowując mijające lata. Podczas warsztatów Mapowanie marzeń PRO w Lublinie zachęciłam moje Klubowiczki, abyśmy wspólnie zrobiły sobie najpierw koło życia (narzędzie coachingowe, które mam tutaj dla Ciebie w prezencie), potem wykleiły mapy marzeń, a na końcu napisały listy do siebie z przyszłości, które trzymałam dzielnie przez cały rok i następnie wręczyłam moim Klubowiczkom na Mazurskim Retreacie rok później – wzruszeniom nie było końca.

Takie akcje szybko przypominają, co jest naprawdę w życiu ważne i na czym warto koncentrować swoją najważniejszą walutę zwaną czasem. 

Zachęcam Cię do zorganizowania spotkania przy mocktailu z ulubioną Bestie-Teacher, podczas którego zrobicie sobie mapy myśli, napiszecie listy do siebie z przyszłości czy sprawdzicie, co to jest to koło życia. I dlaczego trzeba je porównywać do koła od roweru… tzn. nie zajedziesz daleko, jeśli 90% swojej energii będziesz koncentrować na swojej pracy, a tylko 10% poświęcać na resztę… sorry.

Nie subskrybujesz jeszcze mojego newslettera? Zapisuj się raz-dwa! 🔵 W każdy wtorek dostaniesz ode mnie nie tylko #NoPrep-owe pomysły na pracę z uczniami, ale często także polecajki self-care, czyli przypomnienie, żeby dbać o siebie.

Dbaj o siebie well-beingowy Retreat Klubu PZK

Dbaj o siebie – well-beingowy Retreat Klubu PZK

Last but not least… w tym fragmencie opowiem Ci o tym, co robię dla moich Klubowiczek, a Ty pomyśl, jak mogłabyś to przenieść do swojego życia.

Moje Klubowe gwiazdy każdego roku mają zaplanowane spotkanie retreatowe, które jest pomyślane w duchu #SelfLove i #SelfCare. Wydarzenie jest na stałe wpisane w nasz czerwcowy kalendarz. Próbujemy tam rzeczy różnych, takich, o których na co dzień nie pomyślałabyś „że do dla mnie” np. warsztaty kuchni tajskiej, tejpowanie twarzy, aromaterapia, lepienie garnków, koncert gongów.

Testujemy, sprawdzamy, wychodzimy poza strefy naszego komfortu, aby nie tylko poszerzać horyzonty, ale też bawić się życiem. Doświadczamy nowości nie tylko w nagrodę za cały rok pracy w Klubie PZK, ale głównie po to, aby przypominać/uświadamiać sobie, że jesteśmy swoimi najlepszymi przyjaciółkami i musimy dbać o siebie (swoje zdrowie fizyczne i psychiczne) tak jak dbamy o naszych najbliższych.

A jeśli poczułaś w serduszku, że chciałabyś brać udział w naszych retreatach, dołącz do naszej wspierającej się społeczności! Tak, mam w Klubie gwiazdy, które nie mają czasu logować się na platformie z pomysłami, ale zawsze znajdą czas, aby przyjechać na spotkanie offline z klubo-przyjaciółkami. Każdy rozwija się tak, jak chce, tak jak może.

Jeśli już tu jesteś i czytasz do końca, wrzuć w komentarzu swoje pomysły. Napisz jak Ty budujesz well-being nauczyciela i pamiętaj, liczy się każdy drobiazg: pomizianie kota i trening siłowy, wyjście do kina i zjedzenie ulubionej drożdżówki na ławce w parku. Daj znać, jak dbasz o siebie. Na pewno zainspirujesz inne nauczycielki. 

A ja już kończę i… co innego mogę tu jeszcze dodać? Dbaj o siebie! 💙

Podoba Ci się ten artykuł?

 

Sprawdź też moje pomysły na luźniejsze lekcje pod koniec roku. Wykorzystywanie od czasu do czasu pomysłów na zajęcia #NoPrep to w końcu także dbanie o siebie.

FOLLOW ME!

Autorka:
Agnieszka Iwanicka
Pani z Klasą

Sprawiam, że chce się uczyć i nauczycielom i uczniom.

Proponując innowacyjne i kreatywne materiały edukacyjne, pomagam uatrakcyjniać i ożywiać zajęcia językowe. Tworzę gry językowe, w które sama chciałabym grać i uczę tak, jak sama chciałabym być uczona.

Szukasz źródła praktycznej wiedzy i inspiracji Ticzerkowych?

Dołącz do subskrybentek newslettera „Pomysły z klasą”! Co tydzień znajdziesz w nim świeże pomysły i materiały, które od razu wykorzystasz na zajęciach językowych. Gotowa na dawkę kreatywności? Zapisz się już teraz!

Powiązane posty

więcej
Kontakt z rodzicami w szkole, czyli jak nie dać sobie wejść na głowę.

Kontakt z rodzicami w szkole, czyli jak nie dać sobie wejść na głowę.

Popełniłam wszystkie możliwe błędy w komunikacji w rodzicem.

Doprowadziłam do niejednej afery czy awantury. I nie dam Ci uniwersalnych rad. Nie ma rozwiązania, które zadowoli setkę rodziców, z którymi musisz na co dzień współpracować. Mogę jednak podpowiedzieć, co możesz zrobić, aby choć odrobinę ułatwić sobie komunikację z rodzicami.

Oto kilka przydatnych ProTipów, z których sama korzystam.

Nie wiem, czy to intro Cię zachęciło, czy zniechęciło do dalszego słuchania, ale chcę, abyś wiedziała, że tak samo jak Ty przeżywam każdą wysłaną do rodziców wiadomość. A jeszcze bardziej przeżywam (co prawda krótką chwilę) wiadomości, które lądują w mojej skrzynce odbiorczej. A te z miliardem wykrzykników na końcu, pisane capslockiem lub z całą treścią umieszczoną w temacie są moimi ulubionymi 😉.

 

Często podkreślam, że każdy nauczyciel może sobie uczyć tak, jak chce i jak potrafi najlepiej. To samo dotyczy budowania relacji z uczniami czy rodzicami. Niektórzy nauczyciele traktują rodziców jak partnerów (a przynajmniej starają się tak ich traktować). Inni, nauczeni przykrym doświadczeniem, unikają rodziców jak ognia. A że przeżyłam niejedną szkolną awanturę, jestem w stanie zrozumieć i to podejście. 

Często się zastanawiam, co mają w głowie Ci najbardziej pretensjonalni rodzice rozkręcający afery, które kosztują nas wiele stresu i nerwów… A potem Ci sami rodzice oczekują, że my – nauczyciele będziemy „mocniej angażować się w opiekę” nad ich pociechami.

Ja staram się traktować rodziców jak moich klientów i chcę, aby klienci byli zadowoleni. Wiem też, że nie ma marki osobistej, która dogodziłaby każdemu (a ja wierzę, że nauczyciele już od pierwszej lekcji budują swoje marki osobiste i zawodowe, ale to temat na inny wpis/odcinek podcastu). Tak więc nie oczekuję, że każdy rodzic będzie z entuzjazmem podchodził do moich działań.

Jednocześnie chcę podkreślić, że absolutnie nie uznaję zasady „klient nasz Pan”. O nieeee…. Natomiast wszystkich rodziców staram się traktować z najwyższym szacunkiem. A dopiero za zamkniętymi drzwiami pokoju nauczycielskiego pozwalam sobie na utrwalanie podstawowych zwrotów języka łacińskiego. Podstawą współpracy z rodzicami jest traktowanie ich poważnie… tak długo jak to tylko możliwe.

Helloween a sprawa polska

Zdecydowałam się na nagranie tego podcastu w dniu, kiedy poprowadziłam lekcję o tematyce kulturowej (Halloween) w mojej szkole. 

Tu pozwolę sobie na szybką dygresję: cały czas nie rozumiem, dlaczego to zagraniczne święto wzbudza tak ogromny niepokój w Polsce. Przecież nikt z nas (najprawdopodobniej) nie planuje wywoływać duchów czy organizować seansu spirytystycznego na swoich lekcjach… Zdecydowana większość z nauczycieli (którzy jednak są porządnie wykształconymi ludźmi) wykorzystuje to święto, jako okazję do nauki nowego słownictwa oraz zapoznania uczniów z inną kulturą. Żeby nie było wstydu, jak nasi podopieczni pojadą za granicę. Żeby nikt z naszych uczniów nie przecierał oczu ze zdumienia, kiedy w październiku pojedzie z wizytą do USA. Oni jesienią zbierają cukierki, my wiosną topimy Marzannę lub wieszamy Judasza. 

Nie czujesz tej okazji? Nie musisz organizować takich lekcji. Ba! Nie musisz brać w nich udziału, ale nie krytykuj innych, nie obrażaj tych, którym (jeszcze) się chce uczyć czegoś więcej niż słówek i gramatyki. Nie masz monopolu na nauczanie. Pozwólmy ludziom żyć, jak chcą, a nauczycielom uczyć tak jak czują. Bo większość decyzji dotyczących lekcji zapada w sercu. Gdybyśmy decydowali głową o pozostaniu w zawodzie, do dziś nie miałby kto już uczyć w szkołach publicznych. Czas szybko zweryfikuje działania. Niektóre z naszych 45 minut lekcji najprawdopodobniej będą lekcjami na całe życie.

Wróćmy do tematu Rodziców. ➡️

 

Wykorzystam to strrrrrraszne wydarzenie, żeby podzielić się z Tobą moim doświadczeniem związanym z organizacją lekcji o kontrowersyjnej w Polsce tematyce. Wydaje mi się, że w miarę „sprytnie” zarządzam tym tematem od kilku lat, dzięki czemu unikam szkolnych dram i afer. 

Powiem więcej – wiadomość, którą wysyłam do rodziców, pozwoliła mi zorganizować lekcje o tematyce Halloween nawet w szkole katolickiej, gdzie kilka lat temu usłyszałam od mądrej dyrekcji: “Człowiek o szerokich poglądach, człowiek światowy powinien mieć świadomość odmienności kulturowej. Proszę robić lekcje, ale wspomnieć, że to święto zagraniczne”. Ja od siebie dodam: AMEN 😉.

Najważniejsze, żebyś pamiętała, że to Ty jesteś ekspertką w nauczaniu. A bycie ekspertką zobowiązuje – trzeba być profesjonalistką, a profesjonalistka się „jest” a nie „bywa”. Ważne, żeby przy okazji nie być „wszechwiedzącą”. Im dłużej pracuję w edukacji, tym bardziej zdaję sobie sprawę, jak mało wiem i ile jeszcze mogę się dowiedzieć na temat nauczania.

Nieśmiało podejrzewam, że najwięcej dram i afer pojawia się w sytuacjach, w których rodzice są NIEDOINFORMOWANI. Nieważne, czy chodzi o Halloween, zachowanie czy o ocenę… Jeśli chcesz uniknąć dram, to zadbaj, aby w miarę na bieżąco informować o wszystkim rodziców (tzn. o tym, o czym powinni wiedzieć!). 

Jestem daleka od wysyłania rodzicom cotygodniowych newsletterów, bo na to po prostu nie ma czasu. Zadbaj o same konkrety i kontaktuj się tylko, kiedy jest potrzeba – nikt nie lubi spamu.

Zasada – Co? Po co? Jak?

Kiedy wysyłam wiadomość do rodziców moich podopiecznych, zawsze kieruję się zasadą: CO? PO CO? JAK? I oczywiście robię to z odpowiednim wyprzedzeniem. Nikt z nas nie chce dostawać spontanicznej informacji na 2 dni przed terminem rady pedagogicznej, prawda? 😉

Oto przykładowa wiadomość Halloweenowa, która rozwiewa wszelkie wątpliwości dotyczące zaplanowanych działań o tematyce kulturowej:

Szanowni Państwo,

 

 

w ostatnim tygodniu października planujemy zorganizować na zajęciach języka angielskiego lekcje o tematyce kulturowej (Halloween).

Celem lekcji jest zapoznanie się z nowym słownictwem oraz poszerzenie swojej wiedzy o obcych kulturach.

Podczas zajęć języka angielskiego uczniowie:
– Zapoznają się z nowym, ciekawym słownictwem tematycznym.
– Dowiedzą się kilku ciekawostek o tym zagranicznym święcie.
– Wezmą udział w edukacyjnym Escape Roomie – zadaniem maluszków będzie otworzyć magiczne pudełko zamknięte na dwie kłódki. W środku ukryta będzie miła niespodzianka. Aby otworzyć pudełko, uczniowie (pracując w grupach) będą musieli wykazać się nie tylko znajomością języka angielskiego, ale także sprytem i logicznym myśleniem. 

Obiecujemy dobrą naukę przez zabawę!

Zajęcia o tematyce kulturowej zaplanowane są: 1a – 27.10 (czwartek), 1b – 26.10 (środa) itd.

W dniu, kiedy zaplanowana jest lekcja o tematyce kulturowej, można przyjść w przebraniu, w kolorach tego święta (czarny, pomarańczowy, fioletowy) lub z akcentem jesiennym np. zabawka, opaska, dynia, czapka itp. Prosimy, aby przebrania mieć tylko na języku angielskim, tzn. uczniowie przebierają się przed i po lekcji.

Z wyrazami szacunku, XYZ

➡️ Jak skonstruowałam taką wiadomość?

Co? Czyli, co jest głównym tematem wiadomości.

Po co? Czyli, dlaczego zamierzam coś zrobić. Jaki jest mój cel.

Jak? Czyli, jak wykonać zadanie. Jakie mam oczekiwania.

Jak przygotowuję wiadomość do rodziców

A teraz szybka instrukcja jak przygotować wiadomości do rodziców:

1️⃣ Robię (na szybko, na brudno) szablon wiadomości.

2️⃣ Rozmawiam z dziećmi – pytam ich o opinie, mówię, jaki mam pomysł. Badam teren we wszystkich klasach. Proszę dzieci, aby przekazały rodzicom wstępne informacje oraz dały znać, że jeszcze w tym tygodniu ich opiekunowie dostaną ode mnie wiadomość pisemną. 

3️⃣ Dopisuję do wiadomości dodatkowe informacje, o których zapomniałam lub o których nie pomyślałam, a o których przypomniały mi dzieci podczas luźnej rozmowy w klasie. One zawsze mają milion pytań!

4️⃣ Wysyłam wiadomość, w której informuję o pomyśle, projekcie czy działaniu. Nie pytam o zgodę! Dodaję, że uczniowie zostali poinformowani o zagadnieniu i w razie dodatkowych pytań proszę, aby rodzic najpierw porozmawiał z dzieckiem. Robię to, bo chcę zminimalizować liczbę odpowiedzi na maila. Nie mam za bardzo czasu na nie odpisywać. (Albo odpisuję na maile, albo tworzę fajne lekcje).

Uwaga! Jeszcze raz – nie pytam rodziców o zgodę. Nie pytam, co myślą o moim pomyśle. Nie pytam, czy mają jakieś sugestie. Ja po prostu informuję o tym, co się dzieje w szkole na moich lekcjach. Wierzę, że rodzic, który nie będzie zadowolony z moich działań, skontaktuje się ze mną, a ja zaproszę go na rozmowę, aby rozwiać wszelkie wątpliwości i poszukać rozwiązania. 

Aha! Zwróć uwagę, że w wiadomości do rodziców wspomniałam, że uczeń MOŻE, się przebrać MOŻE! Nie MUSI. Uczeń może wziąć udział w projekcie technologicznym, nie musi. Nikogo na siłę nie będę uszczęśliwiać. 

Po wydarzeniu, konkursie czy projekcie staram się umieścić na stronie internetowej szkoły podsumowanie i zdjęcia z lekcji. Następnie wysyłam rodzicom link, gdzie mogą poczytać o naszych działaniach, przejrzeć fotografie – oczywiście umieszczam je tylko na oficjalnej stronie szkoły, która wcześniej zebrała zgody na wykorzystanie wizerunku, głosu itp. (Żadnych publikacji zdjęć na prywatnych social mediach! Nigdy!  Choćby wszystkie pańcie z pokoju nauczycielskiego tak robiły, Ty tego nie rób!)

Gdzie zbieram szablony wiadomości

Ha! Pewnie teraz myślisz: „Aga, jak to wszystko ogarnąć? Jak wydłużyć dobę?”. 

(Jeśli takie pytania pojawiają się w Twojej głowie, to wiem, że jeszcze nie byłaś na moim szkoleniu KIDS. Zapraszam!). 

Już pędzę z wyjaśnieniem. Od lat korzystam z plików na dysku Google, gdzie tworzę wszystkie treści i zapisuję każdą wiadomość do rodziców, aby w kolejnym roku je odrobinę zmodyfikować i ponownie wykorzystać. 

Treści tworzę w szkole, na okienku, na przerwie, na lekcji podczas pracy w ćwiczeniach. Mam taką zasadę, że w domu nie zajmuje się korespondencją z rodzicami. W domu pisałabym takiego maila godzinami, a ja nie mam czasu na rozpisywanie się!

Kilka przykładowych tematów wiadomości, które znajdują się w moim dokumencie umieszczonym w chmurze. Korzystam z nich od kilku lat:

  • Dzień, dobry nazywam się Agnieszka Iwanicka.
  • Miłe zasady dotyczące miłej współpracy.
  • Lekcja kulturowa – Halloween.
  • Dodatkowy projekt: Fiszki.
  • Informacje o poprawkach.
  • Informacje o sprawdzianach, kartkówkach itp.
  • Wymiana listów zagranicznych itp.

Kiedy piszę kontrowersyjne lub trudne wiadomości, to zawsze udostępniam je mojej Bestie-Teacher, aby upewnić się, że nie ma w nich zbyt wielu niepotrzebnych emocji, które mogą trigerować niepożądane zachowania. 

Mówię stanowcze NIE wszelkim dramom w mailach. Wiadomości muszą być krótkie, konkretne, wypełnione merytoryką i faktami, a nie Twoimi opiniami.

A gdy rodzic ma pretensje…

O moich aferach z rodzicami chętnie opowiadam na szkoleniach na żywo, tu tylko wspomnę, że jeśli rodzic czuje potrzebę podzielenia się ze mną swoją opinią, o którą nie prosiłam to, zamiast odpowiadać „agresją na agresję”, odpisuję krótko: „Dzień dobry. Dziękuje za wiadomość. Z wyrazami szacunku Agnieszka Iwanicka”. 

Oczywiście robię to po 3 dniach. Moje obowiązki zawodowe nie pozwalają mi zrobić tego szybciej. Pewnie pomyślałaś, że jestem złośliwa… nic bardziej mylnego! Po trzech dniach emocje już opadną, żadna ze stron nie ma ochoty na awantury. Polecam Ci regułę 3 dni – oczywiście wcześniej poinformuj rodziców, że 3 dni to standardowy czas oczekiwania na odpowiedź, ale o tym za chwilę…

Kogo informuję o „dramie” z rodzicami

Innym ważnym PROTIPEM jest informowanie na bieżąco wszystkich pedagogów, którzy mogą być zainteresowani aktualną szkolną dramą – wychowawcy, pedagoga czy dyrekcję. 

I nie chodzi mi o raportowanie ploteczek, które pojawiają się w Twojej skrzynce e-mail. Chodzi mi o tym, żeby wspomnieć wychowawcy: “Hej, daję Ci znać – mogę mieć problem z rodzicem X, który napisał do mnie z jakimś żalem i pretensją. Na razie panuje nad sytuacją. Ale jesteś wychowawcą, więc chcę, żebyś wiedziała”. Przy okazji możesz poprosić o radę, jak współpracować z tym rodzicem. 

Czasami nauczyciele o wszystkich problemach informują od razu swojego zwierzchnika. Robią sobie tak zwany „dupochron” czy „podkładkę”. I znowu – naprawdę jestem w stanie zrozumieć to podejście (choć jest dalekie od tego, w co ja wierzę). Ważne, żeby nie ukrywać afer, bo one i tak prędzej czy później dotrą do najbardziej zainteresowanych. 

Ja natomiast wychodzę z założenia, że dyrekcja zatrudnia mnie (specjalistkę i profesjonalistkę), aby wydelegować mi zadania, na które ona nie ma czasu. Nie potrzebuję jej zgody, aby stawiać kolejne kroki w szkole. Sama załatwiam swoje sprawy. Ona musi mi zaufać. 

Dla porównania pozwolę sobie użyć przykładu z innego podwórka: W mojej firmie zatrudniam informatyczkę, delegując jej zadania, których sama nie chcę lub nie potrafię wykonać. Nie wyobrażam sobie, aby moja pani Małgosia przychodziła do mnie z każdą pierdołą, bo po to ją zatrudniam, aby mieć mniej problemów na głowie. Oczekuję, że przyjdzie do mnie, gdy pojawi się atak hakerski, awaria “Klubu Pani z klasą” lub mój ukochany Ed Sheeran zrobił spontaniczne zakupy w moim e-sklepie z pomysłami dla nauczycieli 😉

Dlatego moim zdaniem w szkole tylko w wyjątkowych sytuacjach trzeba pogadać z wychowawcą czy pedagogiem. Oczywiście rozmowa z bestie-teacher, która podejdzie bez emocji do sprawy, zawsze jest na wagę złota. 

Kiedy odczytuję i piszę wiadomości od/do rodziców

Kolejna kwestia warta poruszenia to zawarcie paktu sama ze sobą, kiedy wiadomości odczytujesz, kiedy je wysyłasz itp. Warto poinformować rodziców (np. w pierwszej powitalnej wiadomości lub każdej kolejnej jako treść w post scriptum), że:

  • Odczytujesz i odpisujesz na maile w godzinach pracy.
  • Czas oczekiwania do 3 dni roboczych.
  • W sprawach pilnych zapraszasz na konsultacje, na które również trzeba się zapisać z wyprzedzeniem.

Pamiętaj, że masz prawo przygotować się do takiej rozmowy! A jeśli nie czujesz się komfortowo, to zawsze możesz poprosić o dodatkową obecność np. pedagoga szkolnego, czy wychowawcę. W ogóle to koniecznie sprawdź, czy w twojej szkole są jakieś procedury dotyczące kontaktu z rodzicami, coraz więcej placówek może pochwalić się takim dokumentem na swojej stronie internetowej.

Absolutnie NIEDOPUSZCZALNYM jest kontakt z rodzicem w trakcie Twojej lekcji czy dyżuru na korytarzu szkolnym. Ty masz w tym czasie inne obowiązki, nie pozwól sobie wejść na głowę.

Często nauczyciele wściekają się, że rodzice piszą wiadomości „wieczorową porą lub w weekendy”. Serio?! Co Cię to obchodzi, kiedy zatroskany rodzic pisze. Ważne, kiedy Ty odpiszesz. (A skoro mówimy o wieczorowej porze lub weekendziku, to mam nadzieję, że nie odpisujesz od razu!). Jest ważniejsze pytanie – dlaczego Ty odczytujesz wiadomości wieczorem?! Czemu zaglądasz do skrzynki mailowej w weekend?! Kto się wolniej uczy – Ty czy rodzic? Skoro sama nie szanujesz swoich wieczorów i weekendów, to nie oczekuj, że jakiś randomowy rodzic będzie je respektował. Sory.

Nieśmiało przypominam Ci, że w pracy można Cię zastąpić inny nauczyciel. W domu nie da rady Cię zastąpić nikt. Teraz taki PROTIP dla Ciebie – za każdym razem, kiedy przyjdzie Ci ochota zalogować się na poczcie szkolnej, napisz SMS-a do swojej bestie-teacher i zaproponuj jej kino, wino lub odpal na YouTube 10-minutowy trening brzucha z Mel B.

 

 

Koleżanka opowiadała mi niedawno, jak jedna z mat(d)ek zażądała od niej „natychmiastowego skanu kartkówki”. Moja psiapsi ze spokojem, a nawet uśmiechem na ustach, odpisała że „[…] niestety pracodawca nie wyposażył mnie w niezbędny sprzęt do robienia zdjęć sprawdzianom. Najbliższe zajęcia mam X i to w ich trakcie rozdam prace i przeanalizuję je z uczniami. […] Jeśli chce się Pani zapoznać z pracą, to zapraszam w godzinach moich konsultacji” – oczywiście odpisała drugiego czy trzeciego dnia. 

Awanturnicze, ciut przydługie maile często pisane są przez rodziców dysponujących zbyt dużą ilością czasu wolnego. Ty chyba nie masz tyle wolnego czasu, dlatego, zamiast angażować się w niepotrzebna mailowa dyskusje, od razu zaproś na spotkanie (konsultacje). Doświadczenie mi podpowiada, że taki rodzic szybko zrezygnuje. Co więcej – nie będzie mógł Ci zarzucić braku chęci, czy życzliwości. A jeśli przyjdzie, to jeszcze lepiej – od razu załatwicie sprawę.

Kiedyś opowiem Wam o jednej z moich najtrudniejszych „walk z rodzicem” (a nawet z kuratorium). Dziś jeszcze nie mam ani odwagi, ani siły, ani w sumie chęci, aby o tym mówić… Jednym z elementów, które uratowały moje 4 litery, były wiadomości systematycznie wysyłane do rodziców. Systematycznie informowałam ich o sytuacji, przypominałam o poprawach, o problemach, o projektach itp.

Dodatkowo w każdej wiadomości wysyłanej do rodziców dodawałam na końcu zdanie „W razie jakiejkolwiek potrzeby rozmowy, jestem do Państwa dyspozycji. Proszę śmiało pisać, chętnie pomogę”. Kiedy musiałam bronić swojego dobrego imienia, wydrukowałam wszystkie maile, zakreśliłam kolorowymi zakreślaczami każde zdanie, które było poświadczeniem mojego profesjonalizmu – ciężko było mi zarzucić brak życzliwości i chęci pomocy.

Co z rozmowami przez telefon

Skoro poruszamy temat kontaktu z rodzicami, to może warto wspomnieć o udostępnianiu swojego numeru telefonu. Tu mamy dwie szkoły – są nauczyciele, którzy nie mają z tym problemu i chętnie dzielą się swoim numerem, licząc na to, że nie będzie on nadużywany. Ja tutaj podziwiam odwagę i biję brawo Waszej asertywności, gdy rodzice próbują przekraczać granice.  

Ja jestem w tym drugim teamie – mój numer telefonu jest tylko dla rodziny i przyjaciół. Informuję rodziców, że jedyny kontakt ze mną jest poprzez dziennik elektroniczny, który systematycznie sprawdzam i że mogą liczyć na reakcję na każdą wiadomość (tak jak już wspomniałam – czasami jest to tylko zdanie „Dziękuje za wiadomość”). 

Ja nie udostępniam numeru i mam problem z głowy. Nie muszę się zastanawiać, co zrobię, jak rodzic zadzwoni w pilnej sprawie w piątkowy wieczór lub napisze SMS-ka w weekend. Jedyna forma kontaktu ze mną to dziennik, a ten otwieram systematycznie w godzinach, które przeznaczam na pracę w szkole. Co więcej – ja lubię wszystko mieć „na papierze”, abym spokojnie w dowolnej chwili mogła wrócić do ustaleń. 

Nawet jeśli udostępniłaś swój numer i chcesz teraz z tego pomysłu zrezygnować, wystarczy wspomnieć rodzicom, że „w ostatnich tygodniach ten numer był nadużywany, dlatego bardzo proszę, aby od teraz kontaktować się ze mną tylko mailowo. Z wyrazami szacunku XYZ”.

Uwaga! W tym miejscu chciałabym jeszcze przypomnieć, że zasady zasadami – warto się ich trzymać – ale z drugiej strony nigdy nie zapominajmy być ludźmi. Może się np. zdarzyć, że będziesz miała w klasie ucznia ze specjalnymi potrzebami lub chorego. Wówczas dla komfortu psychicznego Twojego i rodzica, możesz wyjątkowo zdecydować się na kontakt telefoniczny. Tak jak wspomniałam na początku – nie ma jednej uniwersalnej zasady pasującej do każdej sytuacji. 

Co z rodzicem, który pisze przez Messengera

Inną ciekawą historią są rodzice, którzy wysyłają wiadomości przez aplikacje social mediowe.

Tutaj już w ogóle nie odczytuję takich wiadomości. Trzymam je w skrzynce „inne” lub usuwam, ale tak, aby się nie wyświetliło, że widziałam. Nie jestem przyjaciółką rodziców. 

Już wyobrażam sobie, jak przy okazji jakieś poważniejszej aferki udostępniam w kuratorium i dyrekcji dowody w postaci “printscreentów z Facebooka i Instagrama”. Nie do pomyślenia. W ogóle nie ma o czym dyskutować.

Jak dbam o poprawność językową wiadomości

 

Na koniec zostawiłam sobie PROTIP, z którego systematycznie korzystam, przy okazji każdej wiadomości wysyłanej do rodziców. Wspominałam już, że swoje wypocinki tworzę w dokumentach Google, który już podczas tworzenia sprawdza moje błędy. 

(Często śmieję się, że niektórzy wstydzą się historii swojej przeglądarki, ja natomiast wstydzę się tego, co na co dzień widzi mój dokument Google’a). 

Tak więc najpierw wiadomość tworzę w pliku Google, a potem ląduje w dowolnym programie sprawdzającym podany tekst pod względem poprawności ortograficznej, stylistycznej, gramatycznej i typograficznej. Ja akurat korzystam z Ortograf.pl. Wystarczy, że wkleisz tam dowolny tekst, klikniesz ok, a system podkreśli Ci miejsca, które np. są trudne do zrozumienia, nieczytelne czy z błędami.

To chyba na tyle, takie najważniejsze protipy dotyczące kontaktu z trudnym rodzicem. Pamiętaj, że każda z nas prędzej czy później była straszona słowem na K… Kuratorium. Teraz opowiadamy sobie te historie jako heheszki lub ciekawostki 🙂. 

Aha! I najważniejsze – zdecydowana większość rodziców jest spoko… 

A może wolisz poszłuchać? Posłuchaj podcastu Pani z klasą.
Podoba Ci się ten artykuł?

 

Sprawdź moje pomysły na speaking z młodzieżą i dorosłymi. Na pewno znajdziesz tam inspiracje, które spodobają się Tobie i Twoim uczniom.

FOLLOW ME!

Autorka:
Agnieszka Iwanicka
Pani z Klasą

Sprawiam, że chce się uczyć i nauczycielom i uczniom.

Proponując innowacyjne i kreatywne materiały edukacyjne, pomagam uatrakcyjniać i ożywiać zajęcia językowe. Tworzę gry językowe, w które sama chciałabym grać i uczę tak, jak sama chciałabym być uczona.

Szukasz źródła praktycznej wiedzy i inspiracji Ticzerkowych?

Dołącz do subskrybentek newslettera „Pomysły z klasą”! Co tydzień znajdziesz w nim świeże pomysły i materiały, które od razu wykorzystasz na zajęciach językowych. Gotowa na dawkę kreatywności? Zapisz się już teraz!

Powiązane posty

więcej
Koszyk zakupowy
Rozpocznijmy zakupy!
E-Sklep
0